środa, 22 lutego 2017

Serce za serce.


Zawsze marzyłam o dzieciach. Już jako nastolatka uwielbiałam małe dzieci w rodzinie, byłam w nich zakochana i lubiłam się nimi opiekować. Z czasem się to nasilało. 
Pamiętam, jak wchodząc do restauracji zobaczyłam rodzeństwo, w przedziale wiekowym 3-6 lat, które pięknie się bawiło. Rozczuliło mnie to strasznie. Pojawiły się wtedy łzy w oczach, tak kochałam dzieci. Nie wiem skąd, ale był taki czas, że męczyły mnie obawy, że nie będę mogła mieć własnych dzieci. 
Naprawdę, tak pragnęłam dziecka, ale wiedziałam, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment.

Kiedy dowiedziałam się, że w moim brzuchu rośnie mała fasolka, obawiałam się trochę wychowania. Nie opieki, wychowania.

Jedno wiem na pewno.
Teraz, po prawie szesnastu miesiącach jestem w stanie powiedzieć, że jestem dobrą mamą.
Skąd to wiem? Widzę, jakie moje dziecko jest szczęśliwe. Ciągle się uśmiecha. A mama wie co czuje dziecko. Po prostu.

A dlaczego post zatytułowany tak, a nie inaczej?
Otóż od pewnego czasu zauważyłam, że Antoś sam z siebie podchodzi do nas, żeby się przytulić,  czy dać buziaka. Nie wzięło się to znikąd. Jesteśmy bardzo ciepłymi rodzicami. Czasem zastanawiam się, czy nie jestem zbyt całuśna i "przytulaśna" w stosunku do niego.

Pewnego letniego ranka przyszedł do nas monter założyć router i tv, po pięciu minutach montażu powiedział: „Zacałuje go pani!”.
Fakt, mogłabym go ciągle ściskać i całować. I tak się zastanawiałam czy z zewnątrz wygląda to tak, jak mi się wydaje.
I wygląda.

Często obserwuję innych rodziców i szczerze powiem - nie często się zdarza, żeby byli oni tak ciepli w stosunku do swoich dzieci. Kiedyś myślałam, że to jest normalne, że wszyscy rodzice tak mają. Owszem jest to normalne, bo każdy jest inny i każdy ma inne potrzeby, także jeśli chodzi o okazywanie uczuć.
Jednak myślałam, że też będę taką mamą „normalną”. 
Ale jestem nienormalna.

Naprawdę okazujemy mu dużo miłości, a on to odwzajemnia. I nie musimy go prosić, żeby się przytulił. Sam nam oddaje to, co mu dajemy. To jest największe szczęście, jakie człowiek może sobie wyobrazić.

I nasuwa się pytanie – czy przypadkiem nie robię z niego mamisynka? Nie, mamisynkiem on 
NIE BĘDZIE, ponieważ:
  • po pierwsze okazywanie miłości to jedno, a określanie pewnych norm to drugie, więc mamisynkiem mu być nie pozwolę,
  • po drugie tata nie pozwoli mu nim zostać.

I tak oto mam poczucie, że wychowujemy go na mądrego i kochającego faceta. Mimo, że przeżyjemy jeszcze wiele zawirowań zanim wyrośnie, to jednak mam nadzieję, że dalej będzie tak empatyczny i za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat będę mogła dzisiejsze słowa powtórzyć.

<3

Ev.


18 komentarzy:

  1. Miłości i czułości dla dziecka nigdy za wiele. Ja swoja córkę całowałam i całuję milion razy dziennie, nie wyobrażam sobie inaczej, kilka razy dziennie mówię, ze ją kocham, ona teraz bierze miśki przytula, całuje, karze mi to robić, jest wrazliwym szczęśliwym dzieckiem, ma 18miesęcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo jest z Antkiem :) j a jak się we mnie wtula to jeszcze głaszcze rączkami :)

      Usuń
  2. Piękny wpis :) Masz rację i ja właśnie to uwielbiam w dzieciach - dają nam to, co same dostają <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby udało Wam się zrealizować wszystkie plany i zamierzenia.

    Nie wyobrażam sobie, że miłości czy czułości wobec dziecka można okazać za dużo. Że za mało - to niestety dobrze wiem. Ale za dużo? Nigdy! My też pielęgnujemy wzajemną bliskość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czułość to podstawa ;) też nie wyobrażam sobie jak bym mogła inaczej wychowywać dziecko :)

      Usuń
  4. Piękny wpis.... zauważyłem, że jest sporo blogów, na których kobiety strasznie narzekają na dzieciaki (może to trochę wpływ CHPD?)... A tutaj taka odmiana! Życzę, żeby już tak było u Was zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja nie mam powodów do narzekania! :) pewnie to jest też kwestia charakteru dziecka :)

      Usuń
  5. Też miałam przez jakiś czas dylemat, czy nie zacałowuje mojego skarbu. Ale nie ma czegoś takiego jak limit na czułości. Powinno się ich okazywać jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja uważam, że czułość nie ma nic wspólnego z byciem maminsynkiem, bo ciepło a rozpuszczanie i wyręczanie to dwie zupełnie różne rzeczy. Nie martw się, nie jesteś nienormalna. Ja też tak mam, chociaż na zewnątrz nikt tak o mnie by nie powiedział, ale w domu... w domu to zupełnie inna bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację ;) ufff :) myślałam, że tylko ja bym mojego zapieściła ;)

      Usuń
  7. A w ogóle jak można nie okazywać miłości swojemu dziecku? Ja codziennie okazuje miłość swoim córką, i jedną i drugą potrafie zacałować aż starsza ma mnie dość. :D
    Pozdrawiam.
    www.nasza-czworka.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Wychowanie dzieci to ciężka praca ;) Zwłaszcza by wyrośli na dobrych ludzi. A okazywanie uczuć dzieciom jest czymś pięknym i nie wyobrażam sobie by "ukrócać" tulenia się, bo wyrośnie na "synusia mamusi". Jestem jak najbardziej za okazywaniem sobie uczuć, uczmy się tego od małego, by później żyło nam się lepiej.
    Pozdrawiam
    biegająca blogerka modowa, mama dwójki dzieci
    www.nowa-k.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wszystkie utwierdzacie mnie w przekonaniu, że nie robię nic złego :) Pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. Też jestem za tym aby okazywać swojemu szkrabowi jak najwięcej czułości:)

    OdpowiedzUsuń