Photo by www.patrycjajedrzejewska.com
Zawsze marzyłam o dzieciach. Już jako
nastolatka uwielbiałam małe dzieci w rodzinie, byłam w nich
zakochana i lubiłam się nimi opiekować. Z czasem się to nasilało.
Pamiętam, jak wchodząc do restauracji zobaczyłam rodzeństwo, w
przedziale wiekowym 3-6 lat, które pięknie się bawiło. Rozczuliło
mnie to strasznie. Pojawiły się wtedy łzy w oczach, tak kochałam
dzieci. Nie wiem skąd, ale był taki czas, że męczyły mnie obawy, że nie będę mogła mieć własnych dzieci.
Naprawdę,
tak pragnęłam dziecka, ale wiedziałam, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment.
Kiedy dowiedziałam się, że w moim
brzuchu rośnie mała fasolka, obawiałam się trochę wychowania.
Nie opieki, wychowania.
Jedno wiem na pewno.
Teraz, po prawie szesnastu miesiącach
jestem w stanie powiedzieć, że jestem dobrą mamą.
Skąd to wiem? Widzę, jakie moje
dziecko jest szczęśliwe. Ciągle się uśmiecha. A mama wie co
czuje dziecko. Po prostu.
A dlaczego post zatytułowany tak, a nie
inaczej?
Otóż od pewnego czasu zauważyłam,
że Antoś sam z siebie podchodzi do nas, żeby się przytulić, czy
dać buziaka. Nie wzięło się to znikąd. Jesteśmy bardzo
ciepłymi rodzicami. Czasem zastanawiam się, czy nie jestem zbyt
całuśna i "przytulaśna" w stosunku do niego.
Pewnego letniego ranka przyszedł do
nas monter założyć router i tv, po pięciu minutach montażu
powiedział: „Zacałuje go pani!”.
Fakt, mogłabym go ciągle ściskać i
całować. I tak się zastanawiałam czy z zewnątrz wygląda to tak,
jak mi się wydaje.
I wygląda.
Często obserwuję innych rodziców i
szczerze powiem - nie często się zdarza, żeby byli oni tak ciepli w
stosunku do swoich dzieci. Kiedyś myślałam, że to jest normalne,
że wszyscy rodzice tak mają. Owszem jest to normalne, bo każdy
jest inny i każdy ma inne potrzeby, także jeśli chodzi o
okazywanie uczuć.
Jednak myślałam, że też będę taką
mamą „normalną”.
Ale jestem nienormalna.
Naprawdę okazujemy mu dużo miłości,
a on to odwzajemnia. I nie musimy go prosić, żeby się przytulił.
Sam nam oddaje to, co mu dajemy. To jest największe szczęście,
jakie człowiek może sobie wyobrazić.
I nasuwa się pytanie – czy
przypadkiem nie robię z niego mamisynka? Nie, mamisynkiem on
NIE
BĘDZIE, ponieważ:
- po pierwsze okazywanie miłości to jedno, a określanie pewnych norm to drugie, więc mamisynkiem mu być nie pozwolę,
- po drugie tata nie pozwoli mu nim zostać.
I tak oto mam poczucie, że wychowujemy
go na mądrego i kochającego faceta. Mimo, że przeżyjemy jeszcze
wiele zawirowań zanim wyrośnie, to jednak mam nadzieję, że dalej
będzie tak empatyczny i za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat będę
mogła dzisiejsze słowa powtórzyć.
<3
Ev.




